Advertisement
Top

Randka bez słów

Biblioteka Nowojorska Biblioteka (NYPL (ang. The New York Public Library) – jedna z największych bibliotek publicznych na świecie i jedna z najważniejszych bibliotek naukowo-badawczych w Stanach Zjednoczonych była miejscem, którego Christopher, do którego przyciągała go magiczna siła. Była miejscem dla ducha i umysłu. Nigdy nie żałował czasu spędzonego w bibliotece na rzecz części słonecznego dnia, zakupów w sklepie Levis, czy smacznego lunchu we włoskiej restauracji. Zawsze doznawał kojącego spokoju i olśnienia nową wiedzą. Kiedy wchodził do czytelni docierała do niego cisza, zapach książek i drewna, migoczące światła lamp na ścianach i biurkach. Doznania były subtelne ale wzbudzały emocje, podniecające a towarzyszyły im drżenia mięśni, miłe skurcze w brzuchu, pogłębiony oddech i narastające poczucie własnego istnienia, poczucie bezpieczeństwa i wyłączności, jakby skrył się w tajemniczym ogrodzie lub starym lesie. Już to wystarczyło do satysfakcji, radości z faktu, że wszedł do tego miejsca.

Skierował się w stronę wolnego biurka po boczną nawę książek układających się do galerii z drewnianymi poręczami, nad którymi górowały kolejne regały wypełnione pod sam sufit. Christopher usiadł i zapalił lamkę, jej ciepłe światło, jasne i ciepłe zapowiadało obietnicę poznania. Kiedy już oswoił się z intymną atmosferą czytelni ruszył w kierunku regałów. Były smukłe, wysokie, z drewna jesionowego, wypełnionych witrynami poprzedzielanymi w symetryczne figury cienkimi listewkami. Inne były otwarte. Szukał pozycji z filozofii klasycznej greckiej całkiem współczesnej. Już wiele razy podziwiał głębokie znaczenie myśli greckich filozofów w porównaniu do współczesnych. Natknął się na „Hermeneutyka podmiotu” Michela Foucaulta, francuski filozof sięga zarówno do tekstów kanonicznych, w tym do tradycji platońskiej, w której „troska o siebie” przybrała postać „poznania samego siebie”. Poszukiwanie pojęć, i relacji z dwóch końców filozoficznego świata wywołało w nim poczucie ciekawości, przygody w całym ciele, wypełniło go. Wrócił pośpiesznie na swoje miejsce i zaczął przeglądać książki.

Obok po lewej stronie zobaczył dziewczynę w długiej spódnicy z materiału w jasnym kolorze indygo, z duża ilością falbanek, na dole z białą koronką. Na sobie miała krótki, luźny, z długimi, rozszerzanymi rękawami sweter z bawełny, w kolorach tęczy, na głowie szalik zapleciony jak bandana, na rękach bransoletki ze srebrnego metalu i kamieni, na stopach tenisówki. Na biurku książki i journale, robiła notatki, wydawała się pochłonięta swoim zajęciem. Christopher przyglądał się jej, jej ruchom, sylwetce i rudym włosom, lekko kręconym, które usiłowały wydostać się spod szalika na wszelkie możliwe sposoby. Ujęła go jej kwiecistość, jeansowość, energiczna wiotkość sylwetki oraz zainteresowanie swoją pracą graniczące z niebytem zewnętrznym. Doszedł do niego zapach jej i aromat paczuli, która łagodzi stany lękowe i depresję, a dodatkowo słynie ze swoich afrodyzjakalnych właściwości. Poczuł niepokojące zaciekawienie jej widokiem, pozycją, ruchami, skupieniem, kolorami, zapachami i ogarnął go dopominający się zamiar zbliżenia. Siedziała pochylona do przodu z lekko przekrzywioną na bok i uniesioną do góry głową, skrzyżowane nogi w podudziach i kostkach ułożyła mocno na bok, cała sylwetka skręcona jak sinusoida przedstawiała grację młodości dojrzałej, ruchy miała łagodne i dynamiczne jednocześnie, sprawiała wrażenie  gotowej na przyjęcie losu i ciekawej tego co nastąpi. Jej kolory docierały do Christophera z intensywnością estetyczną jak i zgodną z jego proweniencją zawodową profesora antropologii New York University Department of Anthropology. Ubiorem przypominała natywne stroje tradycyjnych kultur południowej Ameryki, współcześnie ruchów hipisów z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, dostrzegł też na palcu pierścionek w kształcie pacywki.

Nie znał jej i poszukiwał w myślach jakiegoś sposobu rozpoczęcia znajomości. Pomogła mu sama podjęciu decyzji kiedy rozglądając się na boki zatrzymała na nim wzrok kilka razy, co pozwoliło podtrzymać spojrzenie i uśmiechnąć się. Po jakimś czasie jej skupienie przerywały chwile dekoncentracji, widocznie potrzebowała przerwy. Wstała i udała się w kierunku wyjścia. Christopher postanowił, że zamiast pójść za nią i zacząć rozmowę w inny sposób da jej sygnał, że chciałby aby tak się stało. Narysował filiżankę z parującą kawą lub herbatą, para miała kształt znaku zapytania, położył ją na biurku, które czekało aż ona wróci i poszedł na swoją przerwę z miłym niepokojem w oczekiwaniu na reakcję. Udał się w kierunku kawiarni myśląc o tym czy zamówi kawę expresso czy herbatę z bergamotką, która wypełniłaby go ciepłem i zapachem pasującym do jego perfum Aqua Di GiÒ z nutą bergamotki, szałwii, geranium, rozmarynu, paczuli i kadzidła. Lubił herbatę earl grey z odrobiną cukru i plasterkiem pomarańczy. Trochę czasu zajęło mu picie herbaty i myślenie zarówno o tym nad czym pracował w bibliotece a czytał o hipisach na La Gomerze i o nieznajomej, która nawiązywała ubiorem do kultury hipisów.

Już od wejścia ujrzał jej rude włosy i owinięte w szalik. Kiedy usiadł przy swoim biurku spojrzała na niego i uśmiechnęła się. Wyjęła z torebki czerwono różowe perfumy Giorgio Armani Si i pokiwała nimi w geście pokłonu na tak. Chris odwzajemnił uśmiech, pogłębił mu się oddech, pojawił się uśmiech i uczucie radości w brzuchu, piersiach i myślach. Nieznajoma pokazała mu dłonie w trzech odsłonach po czym kciuk skierowała w dół co jak sądził oznaczało, że za trzydzieści minut spotkają się w Amy’s Bread café, w której ideą jest odżywianie ciał, umysłów i duchów i, że jest to idealne miejsce dla odwiedzających i uczonych tej najbardziej cenionej nowojorskiej instytucji badawczej. Usiedli przy stoliku i nieznajoma podsunęła serwetkę z napisem Beatrice, on dopisał Christopher. W menu wskazała Brownies and Bars i Tea, Chris skinął głową i zamówił dla siebie exspresso oraz kruche scone. Chciał się odezwać, ale zadziwiło go, że Beatrize nie powiedziała co chce zamówić, tylko pokazała. Nie wiedział czy w ogóle nie mówi, czy chce przyjąć niemą konwencje. Spodobało mu się to. Niedomówienia w życiu i sztuce pobudzają wyobraźnię a ta szalała w nim jak wiatr nad morzem czy jesienną porą w lesie. Dochodził do niego zapach perfum Si i tak ten zapach rozumiał. Postanowił kontynuować rozmowę bez słów. Odpalił tablet i wyszukał w google earth adres swojego miejsca swojej pracy  w NYU Atrs & Science i Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Jagiellońskiego, Poland. Beatrice wywołała La Gomerę a na niej Archaeological Museum of La Gomera w San Sebastian. Christopher szeroko otworzył oczy widząc taką zgodność zainteresowań. Poczuł wzrastającą bliskość z Betariz, która urosła momentalnie do wymiaru uczucia.

Narysował w tablecie serce płynące w przestrzenie z dwoma kwiatkami, które za sobą pociągnęło. Ogarnęło go niemal do bólu słodkie ukłucie w sercu, czuł, że to uczucie wypełnia go powoli, jest ciepłe i zagląda do każdego kącika jego wnętrza. Obudziło w nim czułość, chciał jeszcze coś podarować, „powiedzieć” Beatriz, na myśl przyszła mu kompozycja Arvo Pärt- Für Alina. Zaczyna się pojedynczymi dźwiękami ułożonymi niekoniecznie rytmicznie, linia melodyczna przypomina odgłosy natury, pięknie nieskoordynowane, z oddechem swobodnym, bez jakiegokolwiek pośpiechu, czuć narastanie emocji.
W takiej sytuacji życia jak i w sztuce wszystko jest możliwe i jednocześnie nic nie jest konieczne, wspomniał Arvo, Estończyk z zimnego kraju, który wydobył ciepło, którego miało nie być. Christopher wyszukał w YouTubie utwór, podał jedną słuchawkę Betariz, drugą zachował dla siebie. Patrzył jak słucha. Oczy miała wilgotniejsze, skórę lekko zaróżowioną, jej ciepło wydobyło zapach Si i tak to zaczynał rozumieć, sprawiło mu to głęboką radość na teraz i na przyszłość. Do uczuć zaczęły napływa pragnienia, przeniknęły się przybierając postać coctajlu miłości złożonego z uczuć i pragnień. Zadziwiła go siła fuzji uczucia i pragnienie. Oba bez siebie są piękne, ale razem dają poczucie życia w świecie, w którym rzeczywistość zmienia priorytety, unosi się ponad obowiązkami jakiegokolwiek rodzaju, finansowymi, zawodowymi, organizacyjnymi, zobowiązaniami i czyni je łatwiejszymi, są tylko poblakłym tłem, które nie może sięgnąć świata, w którym się znalazł, pomyślał, w którym się znaleźli. Narysował w tablecie kolejne dwa serca, w innej konfiguracji jakby wstydził się erotycznej sfery swoich obudzonych uczuć. Nie chciał im zaprzeczyć, ale nie wiedział co czuje i myśli Beatriz, to przecież randka bez słów, do tego pierwsza. Od czasu gdy zwrócił na nią uwagę nie minęło więcej niż dwie godziny, może trzy, czas jakoś schował się aby nie zakłócić swoim pośpiechem tego czego stał się uczestnikiem, rodzącej się miłości. Zorientował się, że nie tknął kawy ani ciastka tylko czuł ich zapach, ciekawe jak smakują pomyślał i niemal poczuł gorzki smak expresso i kruchego, słodkiego ciastka. To co zamówiła Beatriz też stało nietknięte.

Tekst © Jacek Rudnicki